Sylwia przeprowadziła z Danielem poważną rozmowę. Dała mu do zrozumienia, żeby się określił,
o co mu chodzi w życiu, miłości, w relacjach miedzy nimi.
Nie za bardzo rozumiał, czego od niego chce. Jeździli przecież razem do Ciechocinka na dansingi, do Bydgoszczy na spektakle teatralne i operowe. Spotykali się na wszystkich uroczystościach okolicznościowych organizowanych przez kolegów i koleżanki z pracy, przychodził do Sylwii, gdy "chata była wolna".
Sylwii nie o to chodziło, miała wrażenie że Daniel wstydzi się, że ona jest tylko pielęgniarką. Gdy mu zwróciła uwagę, że wypisał zbyt wcześnie młodego pacjenta, dał jej do zrozumienia kim jest na oddziale. Tego oczywiście było za wiele. Ona, Sylwia, której na sercu leżało zdrowie pacjentów została potraktowana przez swojego mężczyznę jak coś gorszego od lekarza, który nie potrafił opanować emocji na SORze, gdy przywieziono jednocześnie większą liczbę poszkodowanych z wypadku.
Od tej sprzeczki stosunki między Danielem i Sylwią bardzo się ochłodziły. Gdy proponował odwiedziny w jej domu zawsze miała jakieś wykręty: hydraulik, stroiciel fortepianu, przyjazd brata, babskie spotkanie, wyjście do pralni, biblioteki, zjazd absolwentów studentów kierunku pielęgniarstwa, przyjazd znajomych Alicji, itp.
Elżbieta Bosak namawiała Leona, aby powiedział Alicji prawdę i aby to uwiarygodnić, żeby zrobili badania DNA. Ordynator nie miał odwagi tego zrobić.
Gdy dowiedział się o swojej chorobie, raku wątroby, dobrze wiedział, że jego życie zawisło na włosku. Po jednym z ataków, kiedy Leon znalazł się na oddziale w bardzo złym stanie, Elżbieta wzięła sprawy w swoje ręce. Zaprosiła Szymańską do swojego gabinet.
Gdy dowiedział się o swojej chorobie, raku wątroby, dobrze wiedział, że jego życie zawisło na włosku. Po jednym z ataków, kiedy Leon znalazł się na oddziale w bardzo złym stanie, Elżbieta wzięła sprawy w swoje ręce. Zaprosiła Szymańską do swojego gabinet.
- Pani doktor, nie chcę owijać w bawełnę i chciałam z panią przeprowadzić poważna rozmowę.
Alicja myślała, że chodzi o to, że razem z Maksem nie szczędzą sobie okazywania uczuć zarówno na oddziale jak i sali operacyjnej.
A gdy dyrektor dodała, że nie chodzi o sprawy służbowe, lecz o prywatne po jej ciele przeleciały zimne mrówki.
Dyrektor zobaczyła przerażenie w oczach młodej chirurg. Aby złagodzić atmosferę, w swoje dłonie wzięła rękę Alicji i powiedziała.
- Alicja, Leon jest twoim ojcem.
Marta była moją dobrą koleżanką. Na pierwszym roku zawsze razem uczyłyśmy się do egzaminów. Była najzdolniejszą studentką na roku.
To Pani dyrektor wszystko wie o mojej mamie?
- Chciałabym, abyśmy mówiły sobie po imieniu. Czasami ja do swoich pracowników mówię po imieniu, ale to jakoś tak wychodzi spontanicznie. Tylko z niektórymi jestem tak naprawdę na ty.
- Bardzo mi miło. Odpowiedziała Alicja.
- Po studiach, kiedy mnie zawiódł na całej linii Krzysztof, który był dla mnie najważniejszym mężczyzną w życiu, wyjechałam do Belgii. Marta natomiast wróciła do Polski. Długo korespondowałyśmy ze sobą, wiedziałam, że ma córkę, ale nie wiedziałam, że to jest córka Leosia.
Ona kochała go strasznie i nie chciała mu przeszkadzać w studiowaniu, później karierze naukowej i zawodowej. Jego ojciec był na bardzo wysokim stanowisku, ona z tym miała problem. Jedyny kompleks w jej życiu. Nie chciała, aby wszyscy mówili, że chce złapać go na dziecko, dlatego go opuściła.
Ta miłość ją przerosła.
Leon nie wiedział, że miałam kontakt z Martą. On by mi tego nigdy nie wybaczył. Ona również mi nie wybaczyłaby, gdybym zdradziła komukolwiek miejsce jej pobytu zamieszkania. Zresztą i tak to by nic nie dało.
Moje listy od Marty zostały w Belgii, jeśli kiedykolwiek je odzyskam, dam ci do poczytania. Lektura naprawdę piękna i chwytająca za serce. Opisywała mi o tym jak boryka się z samotnością po stracie ojca dziecka, jak pomagają jej rodzice i o tym, że ma bardzo mądrą i muzycznie utalentowaną córkę. O jej konkursach fortepianowych, występach z dziadkiem w duecie a nawet o tym, że grałaś koncert z orkiestrą w filharmonii warszawskiej.
- Tak, słuch muzyczny odziedziczyłam po dziadku. Chodziłam z nim na próby do opery, gdzie grał w orkiestrze. Gdy byłam młodsza najwięcej czasu spędzałam z dziadkiem, który zaszczepił we mnie systematyczność i wytrwałość we wszystkich dążeniach. On siedział ze mną przy pianinie, kiedy ćwiczyłam, uczył czytać nut.
Mama pracowała, ciągle pracowała, wyjeżdżała dorabiać za granicę. Pragnęła abym była pianistką. Kiedy byłam w ostatniej klasie szkoły muzycznej zachorowała. Wówczas postanowiłam sobie, że zostanę lekarzem i ją wyleczę. Niestety, nie udało mi się.
- Leon cierpiał po odejściu Marty, potem miał inne zawirowania w życiu i córkę Beatę. Ale może kiedyś, on sam ci o tym opowie.
Zapraszam cię do swojego domu, tam jeszcze porozmawiamy. Moja mama, nie mówiąc o Janku jest tobą zachwycona. On nawet powiedział, że będzie zdawał na medycynę. Podobno chce cię zaprosić na koncert zespołu muzycznego, którego jest liderem. Ale nie wydaj mnie, że o tym mówiłam. Gra na klawiszach, na pewno lepsze to niż przeskakiwanie przez płot na motoarenę.
- A ordynator już wie, że jestem jego córką?
- Tak, powiedziałam mu.
Wiesz, mężczyźni maja zatraconą intuicję, więc trudniej im to wszystko ogarnąć.
- To dlatego od pewnego czasu tak dziwnie mi się przyglądał i stał się dla mnie, tzn. kobiety chirurg bardziej ludzki.
Stan ordynatora się pogarszał. Przez dłuższy czas był pod respiratorem, bez kontaktu z rzeczywistością. Alicja każdego dnia zachodziła na OIOM, pytała o stan zdrowia , patrzyła na jego łóżko i rozmyślała o swoim dzieciństwie bez ojca. Czasami spotykały się tu z Beatą, ale ona niczego nieświadoma w obliczu ciężkiej choroby ojca nawet stała się dla Alicji bardzo przyjazna.
Lekarze z OIOM wiedzieli, że gdy tylko stan zdrowia Jasińskiego się poprawi i będzie z nim kontakt, mają natychmiast powiadomić panią dyrektor.
Alicja stała się zamknięta, nie podzieliła się wiadomością o swoim ojcu ani z Sylwią, ani z Maksem. Gdy tylko było to możliwe uciekała do biblioteki akademickiej, by posiłkując się wiedzą teoretyczną pisać nowe artykuł do czasopism medycznych. Wiedziała, że nie będzie łatwo jej publikować. Nie miała żadnych prywatnych wejść w redakcjach.
- Alicja, Leon jest twoim ojcem.
Marta była moją dobrą koleżanką. Na pierwszym roku zawsze razem uczyłyśmy się do egzaminów. Była najzdolniejszą studentką na roku.
To Pani dyrektor wszystko wie o mojej mamie?
- Chciałabym, abyśmy mówiły sobie po imieniu. Czasami ja do swoich pracowników mówię po imieniu, ale to jakoś tak wychodzi spontanicznie. Tylko z niektórymi jestem tak naprawdę na ty.
- Bardzo mi miło. Odpowiedziała Alicja.
- Po studiach, kiedy mnie zawiódł na całej linii Krzysztof, który był dla mnie najważniejszym mężczyzną w życiu, wyjechałam do Belgii. Marta natomiast wróciła do Polski. Długo korespondowałyśmy ze sobą, wiedziałam, że ma córkę, ale nie wiedziałam, że to jest córka Leosia.
Ona kochała go strasznie i nie chciała mu przeszkadzać w studiowaniu, później karierze naukowej i zawodowej. Jego ojciec był na bardzo wysokim stanowisku, ona z tym miała problem. Jedyny kompleks w jej życiu. Nie chciała, aby wszyscy mówili, że chce złapać go na dziecko, dlatego go opuściła.
Ta miłość ją przerosła.
Leon nie wiedział, że miałam kontakt z Martą. On by mi tego nigdy nie wybaczył. Ona również mi nie wybaczyłaby, gdybym zdradziła komukolwiek miejsce jej pobytu zamieszkania. Zresztą i tak to by nic nie dało.
Moje listy od Marty zostały w Belgii, jeśli kiedykolwiek je odzyskam, dam ci do poczytania. Lektura naprawdę piękna i chwytająca za serce. Opisywała mi o tym jak boryka się z samotnością po stracie ojca dziecka, jak pomagają jej rodzice i o tym, że ma bardzo mądrą i muzycznie utalentowaną córkę. O jej konkursach fortepianowych, występach z dziadkiem w duecie a nawet o tym, że grałaś koncert z orkiestrą w filharmonii warszawskiej.
- Tak, słuch muzyczny odziedziczyłam po dziadku. Chodziłam z nim na próby do opery, gdzie grał w orkiestrze. Gdy byłam młodsza najwięcej czasu spędzałam z dziadkiem, który zaszczepił we mnie systematyczność i wytrwałość we wszystkich dążeniach. On siedział ze mną przy pianinie, kiedy ćwiczyłam, uczył czytać nut.
Mama pracowała, ciągle pracowała, wyjeżdżała dorabiać za granicę. Pragnęła abym była pianistką. Kiedy byłam w ostatniej klasie szkoły muzycznej zachorowała. Wówczas postanowiłam sobie, że zostanę lekarzem i ją wyleczę. Niestety, nie udało mi się.
- Leon cierpiał po odejściu Marty, potem miał inne zawirowania w życiu i córkę Beatę. Ale może kiedyś, on sam ci o tym opowie.
Zapraszam cię do swojego domu, tam jeszcze porozmawiamy. Moja mama, nie mówiąc o Janku jest tobą zachwycona. On nawet powiedział, że będzie zdawał na medycynę. Podobno chce cię zaprosić na koncert zespołu muzycznego, którego jest liderem. Ale nie wydaj mnie, że o tym mówiłam. Gra na klawiszach, na pewno lepsze to niż przeskakiwanie przez płot na motoarenę.
- A ordynator już wie, że jestem jego córką?
- Tak, powiedziałam mu.
Wiesz, mężczyźni maja zatraconą intuicję, więc trudniej im to wszystko ogarnąć.
- To dlatego od pewnego czasu tak dziwnie mi się przyglądał i stał się dla mnie, tzn. kobiety chirurg bardziej ludzki.
Stan ordynatora się pogarszał. Przez dłuższy czas był pod respiratorem, bez kontaktu z rzeczywistością. Alicja każdego dnia zachodziła na OIOM, pytała o stan zdrowia , patrzyła na jego łóżko i rozmyślała o swoim dzieciństwie bez ojca. Czasami spotykały się tu z Beatą, ale ona niczego nieświadoma w obliczu ciężkiej choroby ojca nawet stała się dla Alicji bardzo przyjazna.
Lekarze z OIOM wiedzieli, że gdy tylko stan zdrowia Jasińskiego się poprawi i będzie z nim kontakt, mają natychmiast powiadomić panią dyrektor.
Alicja stała się zamknięta, nie podzieliła się wiadomością o swoim ojcu ani z Sylwią, ani z Maksem. Gdy tylko było to możliwe uciekała do biblioteki akademickiej, by posiłkując się wiedzą teoretyczną pisać nowe artykuł do czasopism medycznych. Wiedziała, że nie będzie łatwo jej publikować. Nie miała żadnych prywatnych wejść w redakcjach.
świetne :* Czekam na ciąg dalszy :D
OdpowiedzUsuńPo 34 latach dowiedzieć się, że ojcem jest własny szef, to rzeczywiście szok.
OdpowiedzUsuń