Około południa do Torunia przyjechał Marcin Rojko. Rozejrzał się po szpitalu, przeczytał na tablicy informacyjnej na którym poziomie jest oddział ginekologiczny. Zaczął go szukać, ale zaplątał się w labiryncie korytarzy.
Sylwia wracała z apteki. W koszyku niosła na oddział lekarstwa.
- Przepraszam panią, jak dojść na oddział ginekologiczny?
Zaczęła mu tłumaczyć, ale on nie miał pojęcia jak tam dojść.
- Pomogę panu, zaprowadzę. Po drodze opowiedział jej, że jechał z Rzeszowa.
- Niby już te polskie drogi się budują, ale przemierzenie tyle setek kilometrów, to naprawdę udręka dla kierowców.
- Tak, przytaknęła mu Sylwia.
Weszli na oddział.
- Dziękuję pani, pewnie bym się zaplatał do reszty w tym labiryncie.
- Nie ma za co.
Zapytał pielęgniarki, w której sali leży Olga Rojko.
Sylwia jak usłyszała nazwisko, szybko oddaliła się i wyszła poza oddział.
Zatelefonowała do Beaty. Akurat nie była na operacji, tylko siedziała przy łóżku Filipa.
- Hej. Misja Mercedes, ważna sprawa. Jestem za dwie minuty u siebie.
- Zrozumiałam, za pięć minut będę też u ciebie.
Po drodze spotkała Maksa, który wychodził z oddziału.
- Gdzie wybywasz?
- Tam.
- Jeśli tam gdzie ja myślę, to lepiej zostań na oddziale.
- Siostra przełożona potrafi czytać w myślach lekarzy?
- Ta siostra przełożona, tego właśnie oddziału potrafi czytać w myślach temu lekarzowi.
Na oddział weszła Beata a za nią Alicja.
- Gdzie byłaś moja żono?
- Wracam z konsultacji od Wanata.
Beata i Sylwia poszły w jedną stronę, Alicja z Maksem do pokoju lekarskiego.
- Sylwia dzięki. Ty chyba naprawdę potrafisz czytać w moich myślach.
Weszły do gabinetu Sylwii, która powiedziała, że Misja Rojko chyba się rozwija.
Opowiedziała jej, że spotkała na dole w szpitalu faceta, który jest Marcinem Rojko, bo o nią pytał.
Szybko wykonałam telefon do ciebie.
- I co dalej?
- Dalej to nie wiem. Tylko cię informuję co i jak.
- Poszłabym tam powęszyć, ale nie mam celu. Ty, jako siostra oddziałowa z chirurgii pewnie też nie masz po co chodzić na ginekologię.
- Idę na OIOM, bo za często mnie widują u ciebie.
Co u Daniela. Wpadnę was dzisiaj odwiedzić wieczorem. Mam super pomysł.
Karetki pogotowia przywiozły trzy osoby z wypadku na budowie. Przewróciło się niestabilnie zestawione rusztowanie. Alicja i Maks zeszli na SOR, gdzie był Jivan i doktor Góra.
Jeden poszkodowany miał złamaną nogę, jeden złamaną miednicę, natomiast trzeci miał obrażenia wewnętrzne. Maks nakazał przygotować salę operacyjną i wezwać anestezjologa.
Po wykonaniu natychmiastowych badań rannego przewieziono na blok operacyjny.
Operacja trwała kilka godzin. Wewnętrzne krwawienie trudno było opanować. Alicja pod koniec operacji nie czuła się najlepiej. Pielęgniarka kilkakrotnie wycierała jej pot z czoła, co bardzo rzadko jej się to zdarzało.
- Ala, źle się czujesz? Z wielką troską zapytał Maks.
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
Operacja dobiegła końca, zmęczona Alicja ledwo co trzymała się na nogach.
Beata nie odstępowała od Alicji. Razem z Maksem pojechali na SOR do Jivana.. Przechodząc przez szpitalny hol podeszła do nich Olga ze swoim mężem. Marcin, to jest Maks Keller, który był razem ze mną na misji z Somalii. Podali sobie ręce. Olga zapomniała, a może świadomie nie przedstawiła mężowi Alicji. Maks cały czas trzymając Alicję za rękę przedstawił ją Marcinowi. A to jest moja żona, której zawdzięczam życie. A ta druga pani, to jej siostra Beata, też lekarz. To Alicja zgromadziła trzy miliony dolarów i wykupiła nas od somalijskich porywaczy. Mnie, Igora i ciebie Olga.
Myślę, że żadne z nas nie jest w stanie nigdy się jej odpłacić, za to, co dla nas zrobiła.
Gdyby nie moja żona, dzisiaj tu by nas nie było. Pocałował Alicję w usta i ruszyli w kierunku SOR-u.
Beata zatrzymała się na chwilę przy pielęgniarkach, które opowiadały sobie o aferze z doktor Rojko.
Dowiedziała się, że przyjechał po nią jej mąż. Na początku bardzo długo ze sobą rozmawiali, potem się kłócili. On nie szczędził jej różnych epitetów, ona nie była jemu dłużna. Słownictwo momentami miała jak napite nastolatki. Później był u ordynatora Wanata, dowiedział się, że nie ma przeciwwskazań, by mógł żonę zabrać do domu. Udawała, że mdleje, ale on jej powiedział, że na jej omdlenia to się nie da już nabrać.
Potem, czekając na wypis znowu rozmawiali spokojnie. Zabrał jej torebkę z dokumentami, chyba dlatego, aby znowu mu nie uciekła.
cudowne :* czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńPostanowiłam przeczytać twoje opowiadanko na dobranoc :-) Ciężko było wytrzymać ze świadomością że ono tu jest a ja muszę czekać do wieczora ale udało się i warto było poczekać i w miły sposób zakończyć ten niezbyt miły dzień ;-)
OdpowiedzUsuń