poniedziałek, 30 września 2013

Siostra oddziałowa część 40

Alicja szybko usnęła, Maks jeszcze posiedział trochę w kuchni.  Rozmyślał nad tym, dlaczego Olga nie przyjechała, choć do końca obiecywała, że tam będzie. Zrobił sobie drinka, by złagodzić oburzenie. Wszystko wylatywało mu z rąk, pokrywka, solniczka, nóż.
Kładąc się do łóżka, Alicja odsunęła się od niego i przekręciła w druga stronę.
Próbował jeszcze przyciągnąć ją do siebie, by zasnąć jak zawsze wtulony do swojej żony. Znów się odsunęła.
- Ala, co jest?
- Śpij, jestem zmęczona.
- A głowa cię też boli? Może jesteś chora?
     Podobno to jest jedna z wymówek kobiet, które nie chcą uprawiać z mężczyznami seksu.
- Nie, nie boli mnie.  Chcę się chociaż raz dobrze wyspać.
Badania naukowe dowodzą, że seks łagodzi wszelkie bóle, w tym ból głowy, więc Alicja jako lekarz dobrze wiedziała, że taka wymówka byłaby  infantylna.
- Spij już, zostaw mnie w spokoju, bo pójdę spać na kanapę.
- Ok. Przepraszam.
W głowie kłębiły mu się różne myśli, a wściekłość jeszcze bardziej narastała. Nie spotkał się z Olgą, choć go zapewniała, że przyjedzie, a teraz w małżeńskim łożu żona odwrócona plecami.
     Alicja robiąc sobie  w kuchni śniadanie i kanapki do pracy włączyła radio. Wspominali twórczość Edwarda Stachury.
Gdy Radosław Elis śpiewał piosenkę "Życie to nie teatr", Alicja zaczęła z nim  śpiewać. Trochę zmieniała słowa, jakby śpiewała swój tekst.

Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam,
życie to nie tylko kolorowa maskarada,
życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest,
wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama   śmierć.

Ty i ja, teatry to są dwa,
Ty i ja
ty, ty prawdziwej nie uronisz łzy,
ty najwyżej w górę wznosisz brwi
nawet kiedy jest ci źle, to nie jest źle,
 bo ty grasz.
Ja, duszę na ramieniu wiecznie  mam
cała jestem zbudowana z ran
lecz kaleką nie ja jestem, tylko ty
bo ty grasz.

Maks doskonale słyszał co Alicja  śpiewała.  Doskonale wiedział, że są to aluzje do niego. Nie wyszedł do kuchni, udawał, że śpi. Tak naprawdę zasnął dopiero po wyjściu żony do pracy. Miał dyżur dopiero w godzinach popołudniowych.
     Przed pójściem do pracy ugotował obiad. Wiedział, że Alicja będzie musiała go zjeść bez niego. Zostawił na stole dwa nakrycia i świeczkę. Napisał jej kartkę.

Ty i ja to nie są teatry dwa. My tworzymy jedność.  Kocham cię bardzo mocno.
Gdy będziesz jadła obiad, popatrz na drugi talerz i myśl, że jestem zawsze z tobą.
Kocham cię, twój Maks.

W szpitalu trwała akcja ratunkowa ludzi z wypadku  busika wiozącego pracowników.
Na parterze spotkał go ordynator.
- Maks, szybko się przebieraj, potrzebny jesteś na sali operacyjnej. Alicja sama operuje, wiec jej trzeba pomóc.
Szybko włożył swój niebieski garnitur   i jak najszybciej znalazł się na sali operacyjnej.
Alicja nie odrywała wzroku od tego, co robiła. Maks przejął trochę czynności od niej. Przy stole operacyjnym rozumieli się bez słów. Byli profesjonalistami. Wiedzieli, że gdyby byli najbardziej skłóceni, poróżnieni przy operacji są chirurgami.
Po zakończeniu podziękowała Maksowi za pomoc. Niewiele ze sobą rozmawiali, choć on tego bardzo potrzebował.
Gdy kończyła dyżur, pocałował ją w policzek i powiedział, że przygotował dla niej  obiad.
- Dziękuję, do domu wrócę  trochę później, mam jeszcze pewne sprawy do załatwienia. Zjem go na kolację.
- A można wiedzieć jakie moja  żona ma sprawy do załatwienia?
- Będziesz mógł wiedzieć wszystko, jak będziesz do mnie szczery, tak szczery  jak ja byłam szczera do tej pory do ciebie.
- Alicja, wiesz, że tylko ciebie kocham.
Próbował ją pocałować.
- Jesteśmy w pracy. Tu nie ma miejsce na amory.
- Od kiedy?
- Od teraz.
Odwróciła się na pięcie i wyszła z oddziału.
Beata z Sylwią również skończyły pracę. Spotkały się w szatni.
Beata nie byłaby sobą, gdyby nie zapytała o której wrócił Maks.
- Nie wiem o której. Byłam przecież dobrze wstawiona, więc szybko poszłam spać.
Słyszałam tylko, jak wywracał garami w kuchni. Nie wiem, czy był taki nieostrożny, czy zmęczony, czy może wściekły.
Beata wymownie spojrzała na Sylwię. Ta jej pokazała  gest, kciuk skierowany do góry.
Pierwsza z szatni wyszła Alicja, Beata z Sylwią zaraz za nią
Sylwia szepnęła Beacie na ucho, że akcja Hrywna powiodła się. Zaczęły się śmiać.
Maks do wieczora nie miał wiele roboty. Kilka małych zabiegów na SOR. Na chwilę zszedł w tajemne miejsce. Założył bokserskie rękawice i zaczął boksować worek.
- Mój przyjacielu, widzę, że chyba masz jakiś problem?
Jivan przyszedł wcześniej na nocną zmianę.
- Chcesz pogadać?
- Nie, wszystko w porządku.
- Na pewno?
- Tak , jest super. małżeństwo mi służy. Kocham Alicję a ona mnie.
- To kiedy należy spodziewać się małych Kellerków ?
- Ja bym chciał jak najszybciej. Ale wiesz, Alicji w  żaden sposób nie da się zaskoczyć. profesjonalizm wszędzie, zawsze, na każdym kroku.
- Teraz jest wyjątkowo ostrożna. Z Alicją nic na siłę.
- Kochasz ją, ale...
- Ale nic. Daj mi spokój.
- Niestety Maks, spokój musisz sobie dać sam. Ty natomiast sobie komplikujesz życie.
Zabiegaj o Alicję,  każdego dnia, bo inni ci ją sprzątną sprzed nosa, nie będziesz wiedział jak i kiedy.
- Ona jest moją żoną.
- Dzisiaj jest, ale rób wszystko, żeby była zawsze. Małżeństwo  i miłość trzeba pielęgnować. Nikt nie jest niczyją własnością. Jest bardzo mądrą kobietą, jest piękna, jest samowystarczalna, nie potrzebuje sponsora. Potrzebuje miłości i wsparcia w każdej sytuacji. Ona o ciebie zabiegała bardzo długo. Ale walka o swoją miłość ma też swój koniec. Może wkrótce przyjdzie  czas, że to się wszystko odwróci.
- Wiem, że Alicja mnie kocha.
- Dlatego balansujesz na linie? Dlatego wystawiasz ją na próby?
  Inna kobieta już dawno by cię pogoniła na cztery wiatry.
Maks niepocieszony tym co usłyszał od swojego najlepszego przyjaciela poszedł do szatni.
Wychodząc ze szpitala zobaczył na pomarańczowym krzesełku gazetę. Wziął ja do ręki i zaczął przeglądać.
To co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach. Alicja i Bartek, obok inna kobieta, której nie widać było twarzy. Według niego były to kręcone włosy Beaty.
Przeczytał tytuł. Bartek Madura wraca do swojej lekarki.
Nie przeczytał tekstu, chciał zabrać gazetę do domu i pokazać ją żonie. Z wściekłości jednak porwał ją na strzępy i wyrzucił do kosza.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
 
A to dodatek dla tych, dla których życie jest wielką sztuką i dla tych wszystkich, dla których jest tylko epizodem






(Opowiadanie na podstawie serialu Lekarze TVN.p.)


 

 
 

(

3 komentarze:

  1. Dodasz jeszcze dzisiaj jeszcze jedna czesc?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ładnie napisane. I dzięki za ten dodatek w postaci piosenki Stachury "Zycie to nie teatr"

    OdpowiedzUsuń