część 20
Daniel Orda nie wiedział, jak ma działać, aby zaczęła zauważać go Sylwia. Obrana metoda na
"Pszczółkę Maję" odnosiła wręcz opłakane skutki.
Czasami zachowywali się jak dzieciaki. Niesympatyczne docinki rozpraszały na sali operacyjnej.
- Wiesz Daniel, jak swoją pszczółkę Maję będziesz dokarmiał czekoladkami, to stanie się słodką ofiarą Tekli, a ty zostaniesz samotnym Guciem.
- Na przykład takim Guciem - Gustawem Kellerem dodała Alicja.
Zwoje komórek mózgowych Daniela nie ogarniały tego, co mówią te kobiety. Zresztą już od dawna przekonał się, że jeśli są obie razem, potrafią "zniszczyć" werbalnie każdego faceta.
Zastanawiał się, która od której czerpie te mądrości. Niestety on na oddziale chirurgii, ani w szpitalu nie miał przyjaciela, ani nawet kolegi który mógłby mu pomóc w walce z tymi dwiema toruńskimi celebrytkami.
Guła, Wilecki, Wanat, Gajewski, Nowak, Góra, prof. Stanisław Mich, nawet prof. Leduchowicz zawsze obstawali przy racjach Alicji i Sylwii. Samotna walka Ordy nie miała szans na wygraną.
Sylwia tępiła Ordę, jednak gdzieś w sercu czuła do niego to coś, czego nie umiała nazwać. Jak była tylko z Danielem potrafiła być miła i przemawiała do niego" ludzkim głosem."
Gdyby tylko zaprosił ją do opery lub teatru pewnie natychmiast by mu wybaczyła tą całą jego głupotę. On jednak nie miał odwagi o nic jej prosić. Uznał, że przesadził z Majką. Nic do niej nie czuł, a miłe słowa, czy gesty kierowane do młodej lekarki były po to, aby zdenerwować lub wzbudzić u Sylwii zazdrość.
Beata zaprosiła Alicję na rodzinną kolację. Próbowali wszyscy dowiedzieć się, co ją trapi , ale niestety, nic od niej nie wyciągnęli.
Pani Sabinka jak zawsze i tym razem przygotowała pyszności. Alicja popróbowała wszystkiego po troszeczku, choć tak naprawdę nie miała na nic apetytu.
Ojciec w trosce o córkę, znów namawiał ją, aby sprowadziła się do ich domu. Jest przecież taki duży i nikt nikomu nie będzie przeszkadzał. Na pewno znacznie lepiej będzie się czuła, jak zamieszkają razem.
Odpowiedziała, że u Sylwii jest jej bardzo dobrze, a czuje się źle, bo to normalne, po tym co przeszła.
- Czuję się tak jak każda porzucona narzeczona.
Ta odpowiedź nie zadowoliła ojca, ale niestety musiała mu wystarczyć.
- A może córciu zrobisz podstawowe badania, może w twoim organizmie zaszły jakieś zmiany?
- O jakich zmianach tatuś myśli?
- No nie wiem, na przykład anemia, brak witamin, niedokrwistość?
- Anemia? A niby dlaczego?
- Podejrzewam, że może przez to twoje odżywianie wegetariańskie.
- Bzdura.
- Może jesteś w ciąży? Zapytała Beata.
Alicja prawie zamarła, ale zaraz w duchu się skarciła, żeby być opanowaną i nic nie dać po sobie poznać.
- Niestety Beaciu, muszę cię rozczarować, ale nie jestem w ciąży. To wiem na pewno.
Beata jednak nie dawała za wygrane i namawiała siostrę, aby poszła do ginekologa, bo testy ciążowe czasami zawodzą.
- Muszę cię siostra powiedzieć, że u ginekologa byłam nie tak dawno i wiem, że nie ma takiej opcji, żebym była w ciąży. Uważam, że temat ten już skończyłaś.
Młodzi pacjenci dochodzący do zdrowia próbowali podrywać na oddziale doktor Alicję. Każdemu dawała do zrozumienia, że nie umawia się z pacjentami, najwyżej może się z nimi umówić do sali zabiegowej, by im zmienić opatrunek lub wyciągnąć szwy pooperacyjne.
Czas mijał bardzo powoli, Alicja coraz bardziej kryła się w czterech ścianach, stroniła od jakichkolwiek spotkań towarzyskich. Zrobiła w końcu jeden wyjątek. Umówiła się z Bartkiem Madurą, znanym toruńskim żużlowcem. Zaprosił ją do restauracji na kolację. Nie czuła się tam komfortowo, gdyż jej sportowy ubiór nie pasował do kategorii lokalu. Wychodząc z restauracji czekali na nich paparazzi. Już na drugi dzień w gazecie ukazało się zdjęcie oraz artykuł " Nowe trofeum mistrza".
Daniel Orda gdy zobaczył w gazecie Alicję, jako pierwszy zaczął plotkować, że toruńska celebrytka Alicja Szymańska uwodzi najlepszy towar w mieście. Gdy ją spotkał na korytarzu, zapytał , jak się czuje wrrwrrrr. nowe trofeum mistrza. Był bardzo uśmiechnięty, dopóki nie usłyszał odpowiedzi.
- A wiesz, czuję się super palancie!
Jasiński zapytał Alicję, czy ma się denerwować.
- Tatuś, ja mam 34 lata i głowę na karku. Jestem porzuconą narzeczoną i nie mam zamiaru iść do zakonu. Kiedyś pewnie będę musiała znaleźć sobie jakiegoś faceta.
- Ale on podobno częściej zmienia dziewczyny, niż koła u swoich motocykli.
- No cóż, szybko zmieni i mnie. Więc nie martw się, nie zdążę się w nim zakochać.
- Beata mówiła, że.
- Beata chce odwrócić uwagę od siebie. Ja o Beacie nic nie mówię, choć miałabym wiele do gadania. Jest dorosła i wie co robi. Tak samo jak ja, jestem dorosła i wiem co robię.
Zdjęcie w tej gazecie nie było ostatnim. Jeszcze kilkakrotnie paparazzi fotografowali ich w różnych sytuacjach.
Zawsze zdjęcia były połączone z artykułami, zazwyczaj bardzo obszernymi. Były, miedzy innymi:
- Mistrz przesiadł się z motoru na rower
- Znany żużlowiec zakochany w brunetce
- Nasz żużlowiec ze swoją lekarką odpoczywa w Ciechocinku
- Toruński mistrz żużla kupuje dom dla narzeczonej
Po operacji Sylwia zaprosiła Alicję do cafeterii.
- Dlaczego nic mi nie mówiłaś, że się wyprowadzasz.
- Ja? Skąd masz takie wiadomości.
- Z gazety.
Wyjęła z kieszeni gazetę i pokazała przyjaciółce.
Alicja przeczytała artykuł, obejrzała zdjęcia i zaczęła się śmiać.
- Och. Chciałabym dostać od narzeczonego dom. Po pierwsze nie jestem jego narzeczoną, po wtóre on kupił dom dla swoich rodziców, po trzecie ustaliliśmy, że jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi. A po czwarte i po piąte nie roznoś plotek zaczerpniętych z jakiegoś szmatławca.
Wychodząc z cafeterii minęła się z Ordą.
- Gratuluję Alicja.
- A czego?
- Bogatego narzeczonego.
- Acha, dziękuję.
Daniel zapytał Sylwię, czy widziała w gazecie zdjęcie, jak Alicja ze swoim żużlowcem kupuje dom.
- Też chciałabym mieć takiego faceta, co by mi kupił dom. Mnie zawsze trafiają się tacy, co mieszkają na stancjach.
Orda odwrócił się na pięcie i z przekąsem rzucił.
- Wszystkie jak jedna materialistki.
Sylwia tego nie dosłyszała, pewnie rzuciłaby w niego soczystą ripostą.
Bartek był zauroczony Alicją. Choć ustalili, że może ich łączyć jedynie przyjaźń nie zniechęcał się. Wielokrotnie pocztą kwiatową przesłał jej ulubione herbaciane róże. Zawsze były z liścikiem dziękującym za uratowanie mu życia i opiekę w szpitalu. W podpisie Przyjaciel Bartek.
Część 21
Część 21

Mijał już czwarty miesiąc od wyjazdu Maksa do Somalii.
Siedząc w domu nad pisaniem nowego artykułem usłyszała do drzwi dzwonek. Jakże była zdziwiona, gdy ujrzała w drzwiach Kellerów. Zakręciło jej się w głowie, zaczęły przed oczami wirować czarne mroczki.
- My do ciebie, chcielibyśmy porozmawiać.
- Przepraszam, ale nie ma "ciebie".
Jestem dr nauk medycznych, Alicja Szymańska.
- Tak, właśnie my chcielibyśmy porozmawiać z panią doktor Alicją Szymańską.
Wpuściła ich do przedpokoju i przyjęła na stojąco.
- Przykro mi, ale nie byłam z państwem umówiona. Zresztą chyba nie mamy nic sobie do powiedzenia. Wszystko to, co państwo, a szczególnie pan miał mi do powiedzenia, już słyszałam.
- My przyszliśmy porozmawiać na temat naszego syna.
- Państwa syn jest takim samym łotrem, jak i pan, doktorze Gustawie Keller.
Wyznaje mi miłość, zaręcza się ze mną, na kolanach prosi abym została jego żoną a potem znika bez pożegnania. Ucieka jak tchórz, jak struś chowa głowę w piaskach Afryki. Nie wiedziałam, że pasjonuje go muzyka przyszłego wieku, granie na uczuciach zakochanej kobiety, kochającej narzeczonej.
No cóż, podobno niedaleko pada jabłko od jabłoni.
- Pani Alicjo, jego życie jest zagrożone. Został porwany przez somalijskich rebeliantów, czy islamskich terrorystów.
- Ale co ja mam z tym wspólnego? Udawał bohatera, więc niech do końca nim pozostanie. Może na cmentarnej steli napiszą mu, że oddał życie ratując somalijskie dzieci. I proszę mu dopisać, że kosztem kobiety, która go bardzo kochała i kosztem . Ugryzła się w język w samą porę. To pan, panie Keller podjudzał go przeciwko mnie, to pan twierdził, że jestem niezrównoważona psychicznie,
to pan próbował mi wmówić, że mam przewidzenia, że stać go na coś lepszego, niż jakaś tam niewiadomego pochodzenia Szymańska, próbował pan zrobić ze mnie wariatkę i mitomankę . Pewnie w Somalii utulała go w ramionach gorąca Somalijka lub może jego przyjaciółka, Olga Rojko, która jest z nim na misji.
Alicja sama nie wiedziała dlaczego jest taka harda. Tak pewnie zadziałał na nią widok starego Kellera.
- Pani Alicjo, my chcielibyśmy panią przeprosić.
- Są państwo katolikami? W obliczu śmierci swojego jedynaka chcą państwo oczyścić swoje dusze i prosić o przebaczenie krzywd, które państwo mi wyrządzili. Proszę udać się do kościoła i wyznawać grzechy do konfesjonału.
Znajomość z państwa synem kosztowała nie jedną ofiarę.
- O czym pani mówi.
- O niczym szanowna pani. To, że pani mąż jest alkoholikiem i degeneratem, po nim wszystkiego można się spodziewać, ale po pani, kobiecie ułożonej, z zasadami, trudno się było spodziewać takiej dulszczyzny. Nie myślałam, że cechuje panią kołtuństwo, drobnomieszczańska mentalność i tworzenie pozorów przyzwoitości. No cóż, jak kiedyś powiedziała żona sławnego polskiego kompozytora i dyrygenta: do fraka dorasta dopiero czwarte pokolenie, kultury osobistej nie nabywa się wraz z dyplomem ukończenia studiów.
Żegnam państwa. Wskazała im drzwi.
- Ma pani prawo tak mówić, ale proszę nam pomóc.
- Mnie pani nie pomogła, jak pani mąż próbował mnie zgwałcić. Wręcz przeciwnie, dobijała pani leżącego, skrzywdzoną, szukającą prawdy kobietę. Wiem, że kryje pani swojego męża, by nie został oskarżony o usiłowanie gwałtu.
Gdyby nie mój ojciec, który jest bezpośrednim przełożonym państwa syna i moja miłość do Maksa, już dawno powinna byłam to zgłosić tam gdzie potrzeba.
A teraz proszę wyjść, bo zatelefonuję na policję i zgłoszę, że nachodzi mnie oprawca gwałciciel.
Krystynie zaczęły płynąć z oczu łzy.
- Kiedy ja płakałam szanowna pani, moje łzy panią nie wzruszały. Dzisiaj mnie nie wzruszają łzy szanownej pani.
Kellerowie wyszli.
Zamknęła za nimi drzwi i przekręciła w nich zamek. Usiadła w przedpokoju na kanapie.
- O matko, ale im dałam. Chyba sama siebie nie poznaję.
Ta druga część ostra. Skąd ty to bierzesz ?
OdpowiedzUsuńŚwietne :D
Porównałam Krystynę Keller do Pani Dulskiej, królowej polskiego mieszczaństwa, hipokryzji i umysłowej ciasnoty.
UsuńA tak naprawdę, serialowej Krystyny Keller trochę mi szkoda. Sympatyczna kobieta, skazana na bogatego męża alkoholika, całkowicie mu podporządkowana.
Podoba mi się Alicja taka pewna siebie :-) Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuńJak zwykle świetne :D Nie mogłam z tej rozmowy Alicji z państwem Keller :D Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :D :D
OdpowiedzUsuńSuper. A że prasa kłamie, lub wyolbrzymia, to wszyscy wiedzą.
OdpowiedzUsuń