Zbliżały się urodziny Sylwii. Lekarze zawsze imprezy towarzyskie wyprawiali w restauracjach. Sylwia postanowiła przygotować swoją uroczystość w domu.
Alicja zadeklarowała, że jej pomoże. Ustaliły menu, godzinę, listę gości Ala pomogła zrobić zakupy, posprzątała na błysk całe mieszkanie. Do gotowania i pieczenia się nie zabierała, bo to nie
jej bajka. Sylwia w przeciwieństwie do Alicji uwielbiała i umiała świetnie gotować.
jej bajka. Sylwia w przeciwieństwie do Alicji uwielbiała i umiała świetnie gotować.
Nakrycie stołu i udekorowanie go śnieżynkami wykonane było z wielką precyzją. Wyglądał bajecznie. Goście przyszli na umówiona godzinę. Składali życzenia, obdarowywali jubilatkę prezentami. Oprócz śmietanki towarzyskiej oddziału chirurgicznego gościem była koleżanka ze swoim narzeczonym. Obydwoje razem z Sylwią chodzili do tej samej klasy w szkole średniej. Przynieśli w prezencie płyty CD z serii Muzyka Mistrzów, „Romantyczne legendy” Szumana.
Kiedy po kolejnym toaście wszyscy zaczęli śpiewać Sto lat Alicję aż korciło usiąść do fortepianu i zaakompaniować. Zauważyła to jubilatka i dała jej do zrozumienia, żeby coś zagrała. Początkowo nie chciała się namówić, ale usilne prośby Sylwii nie pozwalały robić z siebie nadąsanej dzierlatki.
Nieśmiało podeszła do instrumentu , podniosła klapę i powiedziała.
- Sylwia, dedykuję ci utwór, który przypomina mi moje dzieciństwo.
Nastąpiła chwilowa konsternacja. Ale gdy Alicja siadła przy klawiaturze, niektórzy poprawili się na krzesłach, jak przed koncertem.
Zaczęła cichutko, jakby dwa klarnety wyśpiewywały frazę muzyczną, która następnie się powtarzała. Początkowy patos i namaszczenie ustępowało pod coraz to silniejszym uderzeniem w klawisze. Transowa melodia i rytm wychodzący spod palców Alicji zahipnotyzował wszystkich, wprowadzając ich w jakieś niewyobrażalne zatracenie. Ostatnie uderzenia w klawisze były tak silne, że po zakończeniu jeszcze długo dźwięki wibrowały w salonie.
Alicja wstała, pocałowała Sylwię.
- Bolero Ravela, to utwór na orkiestrę, ale w twoim wykonaniu można było usłyszeć więcej niż całą orkiestrę symfoniczną. Ala, dziękuję. Zakręciły jej się łzy w oczach.
Wszyscy zaczęli bić brawo. Maks był oszołomiony, tym co usłyszał. Podszedł do Alicji, pocałował ją w rękę i przyprowadził do stołu. Odsunął krzesło i czekał kiedy usiądzie, dopiero sam usiadł obok niej. Wziął jej dłoń w swoją rękę i trzymał ją tak, jakby nigdy, nikomu jej nie chciał oddać.
Koleżanka Sylwii była pod wrażeniem. Była absolwentką szkoły muzycznej i wiedziała, że takie wykonanie utworu muzycznego może być tylko wówczas, jak systematycznie ćwiczy się palce, jak systematycznie się gra. Jako muzyk, zabrała głos i powiedziała, że tak grają tylko prawdziwi muzycy, nie amatorzy. Żeby tak zagrać, jak ona to zrobiła trzeba oprócz talentu muzycznego mieć jeszcze samozaparcie i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.
Teraz wszystkim było wiadomo, dlaczego Alicja operując ma takie sprawne ręce. Ćwiczenia robią swoje.
Alicja, jak zawsze skromna podziękowała jej i powiedziała, że uwielbia Bolero Ravela. Jako uczennica podstawowej szkoły muzycznej nauczyła się tego utworu i za to dziadek, zresztą muzyk z wykształcenia kupił jej piękne, bardzo drogie, czeskie sanki. Zimą zawsze miała więcej kolegów i koleżanek, bo zjeżdżanie na takich sankach dawało wielką frajdę.
- Alicjo Szymańska, czym nas jeszcze zaskoczysz? Medycyna i muzyka to chyba nie po drodze.
- Komu nie po drodze, temu nie po drodze. Spojrzała ukradkiem na Sylwię.
- Ale nam po drodze, razem wyrecytowały Alicja i Sylwia.
Ich akurat muzyka nauczyła pozytywnego spojrzenia na świat, wytrwałości, dyscypliny, systematyczności, ukształtowała charakter i nauczyła pokory do życia.
Przyjęcie z okazji urodzin Sylwii odbiło się echem w szpitalu. Młode recepcjonistki i pielęgniarki na widok Alicji szeptały, że idzie artystka.
- Ej dziewczyny, zwrócił się Maks do recepcjonistek. Gdzie są karty chorych. Szybko, bo pacjenci czekają.
Podając mu karty jedna z nich zapytała, czy pan doktor słyszał, że ta Szymańska z chirurgii to podobno gra na fortepianie.
- Nie tylko słyszałem że gra, ale słyszałem jak gra.
A wy to zajmijcie się swoją pracą, nie plotkujcie na temat lekarzy.
Dziewczyny jednoznacznie doszły do wniosku, że doktor Maks Keller chyba się już starzeje, bo się diametralnie zmienił. Kiedyś taki fajny facet na luzie, żartowniś i kawalarz. Od pewnego czasu poważny i służbowy.
Sylwia coraz bardziej zaangażowana była uczuciowo. Męczyła ją taka dwulicowość. Rozmowy z Danielem w szpitalu oschłe, służbowe, bez żadnych pozytywnych emocji a po wyjściu ze szpitala świergotanie jakby dwa skowronki.
Przyznała się Alicji, że wówczas jak ona jest na dyżurze, to Daniel przebywa u nich w domu, również w nocy. Tego nie musiała jej mówić, bo prawie zawsze można było znaleźć ślady obecności mężczyzny.
- Jesteś dorosła, nie usprawiedliwiaj się.
- Nie o to chodzi.
- A o co? Mam się wyprowadzić?
- Absolutnie nie. Ale chciałabym tak jak wy z Maksem. Nie kryjecie się ze swoimi uczuciami. Trzymanie się za rączkę i te niewinne buziaki to takie sympatyczne.
- Mnie natomiast się wydaje, że Danielowi chodzi tylko o seks i nic więcej.
Alicja poradziła przyjaciółce, żeby przeprowadziła z nim poważną rozmowę. Facet powinien się określić. Nie jest przecież tajemnicą, że lata lecą, a my wpędzamy się w wiek. Należałoby pomyśleć już o rodzinie, dzieciach. Za niedługo wejdziemy w "trzeci wiek" i zostaniemy same, nikogo nie będzie, co nam na starość poda szklankę wody. Facet podobno jest zawsze młody, z wiekiem dojrzewa jak wino i jest coraz smaczniejszy, kobieta natomiast jak śliweczka, im starsza, tym skórka bardziej pomarszczona i mniej apetyczna.
- Alicja idź na SOR, bo cię wzywają, ja lecę przygotować salę operacyjną. A te twoje katastroficzne wizje starości i samotności mogą rzeczywiście się sprawdzić.
Ale miło po powrocie ze szkoły poczytać świetne opowiadanie :-) Czekam na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuńja też :)
OdpowiedzUsuńJa lubię takie o życiu prywatnym lekarzy. Bo przecież oni też są takimi samymi śmiertelnikami jak inni i nie tylko pracują
OdpowiedzUsuń