Idąc ulicą, Alicja spotkała Janka. Choć był niepokornym młodzieńcem i byli na per ty, nie miał odwagi zaprosić jej do kawiarni. Miał potrzebę z nią trochę pogadać. Była od niego starsza, wiec nie wiedział, czy to wypada, co o nim pomyśli. Pogratulował jej zwycięstwa w rankingu na najlepszego lekarza Torunia. Ponieważ była po pracy i miała wolne, ona zaprosiła go do cukierni na ciacho. Myślała, że coś wie o Maksie. W ciastkarni przy soczku pomarańczowym rozmawiali o wyborze studiów, trochę o Maksie.
Podobnie jak inni, również Janek był pod wrażeniem odwagi Maksa i wielkiego poświęcenia dla somalijskich dzieci. Nie wyprowadzała go z błędu, dlaczego tam wyjechał.
Do ciastkarni weszła grupka młodzieży. Okazało się, że byli to koledzy Janka. Przywitali się, on przedstawił im panią doktor, która wygrała ranking na najlepszego toruńskiego lekarza. Przysiedli się do stolika. Pogratulowali zwycięstwa zarówno jej osobiście jak również szpitalowi, w którym pracuje, no i oczywiście w którym jest dyrektorem matka Janka.
Alicja chciała pożegnać młodzież, ale oni nie pozwolili jej odejść. Rozmawiali o wszystkim, a najwięcej o muzyce.
- Wie pani, ja myślałem, że lekarze, poza przyjmowaniem w przychodni na niczym innym się nie znają. A pani o muzyce wie prawie wszystko.
Powiedział kolega Janka.
- Pochlebiacie mi uśmiechnęła się.
No cóż, lekarzem nie jest się od urodzenia. Po drodze do tego zawodu napotyka się wiele ciekawych rzeczy. Każdy wiek ma swoje prawa i ja z nich też korzystałam. W moim zawodzie pracuję dopiero niecałe dziesięć lat, więc w stosunku do wieczności to niewiele.
Powiedział kolega Janka.
- Pochlebiacie mi uśmiechnęła się.
No cóż, lekarzem nie jest się od urodzenia. Po drodze do tego zawodu napotyka się wiele ciekawych rzeczy. Każdy wiek ma swoje prawa i ja z nich też korzystałam. W moim zawodzie pracuję dopiero niecałe dziesięć lat, więc w stosunku do wieczności to niewiele.
Potem temat zszedł na szkołę i oceny z niektórych przedmiotów.
- U nas chemia jest nie do przebrnięcia.
- No co wy, to jest tak proste, że nie da się tego nie nauczyć.
Wzięła serwetkę i spontanicznie pokazywała jak bez problemu pisze się reakcje chemiczne.
Na drugi dzień dyrektor Bosak zagadała na korytarzu Alicję.
- Janek mi opowiadał, jak wczoraj zaszokowałaś młodzież.
- Czym? Chemią?
- Chemią też, ale najbardziej muzyką. Mój Janek z chemią jest na bakier. Nie da sobie pomóc. Twierdzi, że mamusia mogła mu pomagać w podstawówce a nie w liceum.
- To niech od czasu do czasu wpadnie do mnie, jak będę miała chwilę wolnego, to mu pomogę. To był mój ulubiony przedmiot w liceum. Na studiach też sobie świetnie radziłam.
- Muszę jakoś mu o tym delikatnie powiedzieć, może się zgodzi.
- Alicja, a mogę mu dać numer twojego telefonu?
- Pewnie, nie ma problemu.
Matka rozmawiając z Jankiem o szkole, napomknęła mu, że jakby chciał, to poprosiłaby któregoś z lekarzy lub z laborantek, może by mu pomogli z tą nieszczęsną chemią. Albo, żeby było prościej, to załatwi mu korepetycję.
- No, gdyby to była doktor Alicja Szymańska, to pewnie bym się zgodził, ale korepetycji nie chcę.
- Chcesz, to ją poproszę.
- No dobra. Powiedział jakby od niechcenia, ale tak naprawdę był bardzo zadowolony.
Nauka chemii z Alicją nie była taka tam sobie. Na pierwsze spotkanie przyniosła Tablicę Mendelejewa, zbiór zadań z chemii i książkę z przykładowymi reakcjami chemicznymi.
Być może Janek się tego nie spodziewał, myślał, że ta chemia będzie bardziej związana z muzyką. Było głupio się wycofać i robić sobie obciach.
Spotykali się przynajmniej jeden raz w tygodniu, jeśli była klasówka mógł przychodzić do niej częściej. Do kolejnej lekcji był zawsze przygotowany.
Na wywiadówce w szkole Elżbieta była zdumiona, jak nauczycielka na przykładzie jej syna mówiła, że" jak się chce, to można".
Dyrektor Bosak nigdy nie łączyła spraw służbowych z prywatnymi.
Teraz, gdy się okazało, że Alicja jest córką Leona i fakt, że matka Alicji była koleżanką Elżbiety, stosunki między paniami się bardziej zacieśniły. Nie było więc mowy o żadnych długach wdzięczności.
Samorząd szkolny liceum, do którego uczęszczał Janek zorganizował , wspólnie z pedagogiem szkolnym spotkanie z lekarzem. Spotkania w ramach preorientacji zawodowej i wyboru zawodu w tej szkole odbywały się już wcześniej.
Było oczywiste, że zaaranżował to Janek ze swoimi kolegami, bo na spotkanie poproszono doktor Alicję Szymańską.
Zaproszenie imienne trafiło na biurko dyrektora szpitala.
- Ja, dlaczego ja, zapytała Alicja.
- Bo imiennie zapraszają ciebie.
- Zabiję Janka. Albo nie, dam mu taki wycisk na tej naszej chemii, że popamięta Szymańską do matury.
Alicja podzieliła się tym z Sylwią,
- Ja tam bym poszła. Młodzież nie lubi starych, więc skoro wybrali ciebie, nie możesz odmówić.
Pewnie związane jest to z rankingiem, którego wyniki ogłosili w gazecie.
- Dobra Sylwia. Pójdę, jak i ty pójdziesz ze mną. Zawód pielęgniarki też trzeba reklamować.
W tym miejscu Sylwia już nie była taka oczywista. Ale nie chcąc być mięczakiem zgodziła się.
Gdy weszły na salę gimnastyczną liceum, gdzie zgromadzona była młodzież, Alicja oniemiała.
Myślała, że to będzie spotkanie z garstką licealistów wybierających się na studia medyczne.
Dyrektor szkoły powiedział Alicji, że takie było zamierzenie, ale sam nie wie dlaczego tak ogromna rzesza młodzieży chciała tu dzisiaj przyjść.
Obie panie przywitał oficjalnie dyrektor szkoły i poprosił o przybliżenie wykonywanych przez nich zawodów.
Młodzież była bardzo zainteresowana nie tylko pracą lekarza, ale pielęgniarki instrumentariuszki na sali operacyjnej.
Zadawano wiele pytań zarówno na temat wykonywanych zawodów, jak również kształcenia na studiach medycznych, na kierunkach lekarskich i pielęgniarskich.
Na zakończenie spotkania, jeden z uczniów poinformował zebranych, że pani doktor Szymańska ma również ogromną wiedzę muzyczną i zaprosił wszystkich do wysłuchania koncertu zespołu muzycznego, na dzień dzisiejszy roboczo nazwanego" PRO MEDICUS". Młodzież szalała słuchając utworów zarówno własnych zespołu, jak i zapożyczonych od innych zespołów muzycznych z Polski i zagranicznych.
Na pożegnanie obie panie otrzymały bukiety kwiatów, a w gabinecie dyrektora wiele ciepłych, serdecznych słów podziękowania za to, że znalazły czas dla młodzieży.
Następnego dnia, w Gazecie Toruńskiej zamieszczono zdjęcia i artykuł na temat spotkania w liceum pod tytułem " Pracownicy Szpitala Copernicus gośćmi w liceum ogólnokształcącym".
Daniel Orda gdy zobaczył w gazecie zdjęcia Alicji i Sylwii, poczerwieniał z wściekłości.
Wchodzącemu do gabinetu lekarskiego Wileckiemu dał gazetę i powiedział, żeby popatrzył sobie na celebrytki naszego szpitala.
- No, fajne zdjęcia, fajne kobitki, fajna promocja szpitala. Oby takich artykułów w gazecie było więcej. Odłożył na stół gazetę i wyszedł.
- Sylwia, gratuluję, widziałem cię w gazecie. Widzę, że promujecie nasz szpital. Punktujecie u pani dyrektor powiedział w przekąsem Orda.
- Nie tylko punktujemy u pani dyrektor, ale również u prezydenta miasta, a przede wszystkim u toruńskiej młodzieży.
- Kreujecie się z Alicją na toruńskie celebrytki ?
- Celebryta to osoba znana z tego, że jest znana, a my z Alicją jesteśmy znane, bo pracujemy uczciwe w szpitalu Copernicus i mamy zdrowe szare komórki, w przeciwieństwie do ciebie. Żegnam doktorze
Orda
Samorząd szkolny liceum, do którego uczęszczał Janek zorganizował , wspólnie z pedagogiem szkolnym spotkanie z lekarzem. Spotkania w ramach preorientacji zawodowej i wyboru zawodu w tej szkole odbywały się już wcześniej.
Było oczywiste, że zaaranżował to Janek ze swoimi kolegami, bo na spotkanie poproszono doktor Alicję Szymańską.
Zaproszenie imienne trafiło na biurko dyrektora szpitala.
- Ja, dlaczego ja, zapytała Alicja.
- Bo imiennie zapraszają ciebie.
- Zabiję Janka. Albo nie, dam mu taki wycisk na tej naszej chemii, że popamięta Szymańską do matury.
Alicja podzieliła się tym z Sylwią,
- Ja tam bym poszła. Młodzież nie lubi starych, więc skoro wybrali ciebie, nie możesz odmówić.
Pewnie związane jest to z rankingiem, którego wyniki ogłosili w gazecie.
- Dobra Sylwia. Pójdę, jak i ty pójdziesz ze mną. Zawód pielęgniarki też trzeba reklamować.
W tym miejscu Sylwia już nie była taka oczywista. Ale nie chcąc być mięczakiem zgodziła się.
Gdy weszły na salę gimnastyczną liceum, gdzie zgromadzona była młodzież, Alicja oniemiała.
Myślała, że to będzie spotkanie z garstką licealistów wybierających się na studia medyczne.
Dyrektor szkoły powiedział Alicji, że takie było zamierzenie, ale sam nie wie dlaczego tak ogromna rzesza młodzieży chciała tu dzisiaj przyjść.
Obie panie przywitał oficjalnie dyrektor szkoły i poprosił o przybliżenie wykonywanych przez nich zawodów.
Młodzież była bardzo zainteresowana nie tylko pracą lekarza, ale pielęgniarki instrumentariuszki na sali operacyjnej.
Zadawano wiele pytań zarówno na temat wykonywanych zawodów, jak również kształcenia na studiach medycznych, na kierunkach lekarskich i pielęgniarskich.
Na zakończenie spotkania, jeden z uczniów poinformował zebranych, że pani doktor Szymańska ma również ogromną wiedzę muzyczną i zaprosił wszystkich do wysłuchania koncertu zespołu muzycznego, na dzień dzisiejszy roboczo nazwanego" PRO MEDICUS". Młodzież szalała słuchając utworów zarówno własnych zespołu, jak i zapożyczonych od innych zespołów muzycznych z Polski i zagranicznych.
Na pożegnanie obie panie otrzymały bukiety kwiatów, a w gabinecie dyrektora wiele ciepłych, serdecznych słów podziękowania za to, że znalazły czas dla młodzieży.
Następnego dnia, w Gazecie Toruńskiej zamieszczono zdjęcia i artykuł na temat spotkania w liceum pod tytułem " Pracownicy Szpitala Copernicus gośćmi w liceum ogólnokształcącym".
Daniel Orda gdy zobaczył w gazecie zdjęcia Alicji i Sylwii, poczerwieniał z wściekłości.
Wchodzącemu do gabinetu lekarskiego Wileckiemu dał gazetę i powiedział, żeby popatrzył sobie na celebrytki naszego szpitala.
- No, fajne zdjęcia, fajne kobitki, fajna promocja szpitala. Oby takich artykułów w gazecie było więcej. Odłożył na stół gazetę i wyszedł.
- Sylwia, gratuluję, widziałem cię w gazecie. Widzę, że promujecie nasz szpital. Punktujecie u pani dyrektor powiedział w przekąsem Orda.
- Nie tylko punktujemy u pani dyrektor, ale również u prezydenta miasta, a przede wszystkim u toruńskiej młodzieży.
- Kreujecie się z Alicją na toruńskie celebrytki ?
- Celebryta to osoba znana z tego, że jest znana, a my z Alicją jesteśmy znane, bo pracujemy uczciwe w szpitalu Copernicus i mamy zdrowe szare komórki, w przeciwieństwie do ciebie. Żegnam doktorze
Orda
Ooo.. podoba mi się ten wątek ze szkołą i korepetycjami!
OdpowiedzUsuń