poniedziałek, 16 września 2013

Siostra oddziałowa cz. 25 i 26



Odcinek 13



W sobotę spotkali się na kolacji u Gajewskich.. Alicja rozmawiała z Ewą o terminie porodu, o tym, że będzie rodziła w domu a poród będzie odbierała doktor Żelichowska.
- Och, ja też chciałam mieć dziecko. Łzy poleciały jej po policzku. Ale chyba nie jest  mi to dane.
- Ala, przestań. Będziesz miała partnera, będziecie mieli dzieci. Ewa przytuliła ją do siebie.
Nawet przez myśl jej nie przeszło, dlaczego Alicja płacze.
Jak już wreszcie zawitał  Maks, Gajewscy wyszli na ogród po dzieci.
Przyznał się, że to spotkanie jest zorganizowane na jego prośbę, po to, aby miał  okazję ją przeprosić za wszystko i podziękować za uratowanie jemu i dwom innym lekarzom życia.
- Jestem lekarzem i uczyli mnie, żeby  ratować życie wszelkimi sposobami, nawet tymi niekonwencjonalnymi.  Pewnie gdybyś był na moim miejscu także byś tak postąpił.
Po tym co usłyszał popatrzył  na Alicje i nie mógł wydobyć z  siebie ani jednego słowa więcej.
      Później wspólnie z Adamem i Ewą omawiali chrzciny małego Gajewskiego. Spotkanie było niezwykle udane, powspominali stare, dobre czasy.
Wracając do domu  przypominali sobie miejsca gdzie wspólnie spędzali  najwspanialsze chwile, gdzie chodzili na spacery, na spotkania w kawiarniach, gdzie ją pierwszy raz pocałował  poza szpitalem.
Żegnając się kolejny raz prosił o wybaczenie.
- Naprawdę chcesz jechać do Stanów? Zapytał.
- Niewiele mnie z Toruniem łączy. Poza tatą i przyrodnia siostrą. Wszystko, co było dla mnie najważniejsze w życiu straciłam.
- Ale ja wróciłem i gdybyś tylko chciała, moglibyśmy zacząć od nowa.
Popatrzyła mu w jego brązowe oczy. Chciała powiedzieć, że od nowa się  nie da, bo to co straciła już nigdy nie wróci. Oparła się o futrynę drzwi wejściowych do kamienicy. Oczy jej zaszły mgłą.  Zaczęła obsuwać się na ziemię.
- Ala, słyszysz mnie.
Otworzyła oczy,  sprawiała wrażenie, jakby nikogo nie poznawała
Maks stał przy jej łóżku. Sylwia parzyła kawę dla siebie i dla niego.
- Spokojnie, nie ruszaj się zemdlałaś. Ale już będzie dobrze, jest dobrze.
Sylwia wyszła na chwilę z mieszkania. Poszła do apteki i poprosiła znajomą aptekarkę o leki, dla koleżanki, która straciła przytomność . Farmaceutka wypisała na swojej recepcie lekarstwa.  Były w tym zastrzyki dożylne i leki wzmacniające. Kupiła strzykawki,  igły, jałowe waciki i wszystko co było potrzebne do iniekcji.
Zrobiła jej zastrzyk. Alicja za kilka minut  zasnęła.
Siedząc w kuchni przy kawie Maks zaczął rozmawiać z Sylwią o tym, co działo się w szpitalu, gdy jego nie było.
Pokazała mu w gazecie ranking toruńskich lekarzy oraz artykuł o tym, jak odwiedzili liceum ogólnokształcące.
- To jesteście znane w Toruniu.
- Ty jesteś znany nie tylko w Toruniu, ale w Polsce, nawet w Somalii.
-  Proszę Sylwia, o tym nie chcę rozmawiać.
Było już bardzo późno. Alicja spokojnie spała. Maks doszedł do wniosku, że sytuacja jest opanowana, pocałował Alicję w czoło tak delikatnie, aby się nie obudziła, pożegnał się z Sylwią i pojechał do domu.
     Kolejne dni były bliźniaczo podobne do siebie. Obchód, planowe operacje, wizyty na SORze.
Leon zmienił front działania i zaczął planować tak dyżury, aby Maks i Alicja byli jak najwięcej razem. Ojciec w taki sposób chciał odciągnąć ją od wyjazdu do USA.
W trosce o jej zdrowie, Maks zaproponował Alicji wypad sobotnio-niedzielny nad morze.
Nawet się ucieszyła.
            - Kiedyś mi powiedziałaś, że po moim wyjeździe wszystko straciłaś. Czy teraz już tak  nie myślisz? Odzyskałaś mnie, a ja odzyskałem ciebie.
- Tak, to prawda. Twoje deklaracje o miłości do mnie,  świadczą o tym, że ciebie odzyskałam. Naprawdę cię mocno kochałam i kocham.
Ale. Spojrzała na fale morskie unoszące w oddali kuter rybacki.
Ale nie odzyskam tego co straciłam, co straciliśmy.
Wzruszona zaczęła płakać.
- Już nie płacz. Wytarł jej ręką policzki.
Straciłam nasze dziecko. Poroniłam jedenastotygodniową ciążę.
Maks przyklęknął przed nią na kolanach. Objął ją za szyję i zaczął całować. Obydwoje płakali w ciszy, jedynie słychać było  bijące  o brzeg fale morskie.
Błagam tylko o jedno. To się już nie wróci. Wiem o tym ja,  moja przyjaciółka Aśka, do której pojechałam odpocząć i teraz wiesz o tym ty. Nie chcę, aby dowiedział się ojciec i Beata. Oni mnie bez przerwy, jak tylko mogli wspierali, ja nic im o tym nie powiedziałam. Nie chciałam martwić ojca.  Kartę wypisu ze  szpitala we Włocławku noszę zawsze przy sobie. Wygrzebała z plecaka i pokazała Maksowi.
- Jestem już miesiąc w Toruniu, dlaczego mi tego nie powiedziałaś wcześniej.
- A czy to by coś miedzy nami zmieniło?
- Nie. Nie zmieniło i nie zmieni, jedynie umocni.
 Ale może tobie by było lżej dzieląc się tym przeżyciem?
- Może.
 Przytuliła głowę do jego serca   i zamknęła oczy. Nie biło rytmicznie Waliło jak oszalałe. Delikatnie głaskał ją po włosach i raz po raz całował.
- Kocham cię, tak bardzo kocham moja Alicjo. Już nigdy cię nie zostawię ani na miesiąc, ani na tydzień. Nie jedź do Stanów, błagam. Zostańmy już na zawsze razem.
- Dobrze, wyślemy tam Ordę.


część 26


Zrobiło się chłodno. Wrócili do domku, który wynajęli na dwa dni. W kominku gospodarze wcześniej rozpalili ogień. Zjedli kolację. Maks nalał do kieliszków wina i usiadł w pobliżu kominka na rozłożonych na podłodze skórach dzika. Alicja usiadła przed nim, tak, że swoimi plecami oparta była o jego klatkę piersiową. Objął ją i zaczął kołysać, jakby chciał utulić do snu.
- Kocham cię.
- Ja też.
- Wyjdź za mnie.
Nastąpiła chwila ciszy, jakby Alicja nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Czy teraz to już będzie naprawdę?
- Nic już nie stanie nam na przeszkodzie. Nasza miłość przetrwała więcej niż komukolwiek by się wydawało. Kocham cię.
- Ja też cię kocham. Naprawdę chcę być twoją żoną.
Pocałował ją we włosy i zaczął cicho śpiewać piosenkę.

Na twej dłoni ksiądz, położy moją dłoń,
wianek z tamaryszku spieniona porwie toń,
spłynie z  gór do morza, jak po rzece kry,
chmury na błękicie, a na ziemi my.

Jeszcze tańczy ogień, trzaska drzewo
ale  pora już iść spać,
tam daleko, tam jest nasz kościółek,
tam ukochana ślub będziemy brać.

Alicja spojrzała na Maksa.
- Coś pokręciłeś, ale śpiewaj dalej.
Nie wiadomo, czy już dalej nie znał tekstu, czy nie chciał kończyć piosenki..
Alicja  zaczęła śpiewać kolejną zwrotkę.

Z białego kamienia zbudujemy dom,
będzie  szumiał nad nim, rozłożysty dąb,
niechaj wszyscy wiedzą, żeś mi słowo dał,
dom nasz będzie pewny, na wieki będzie stał.

Znów  Maks włączył się do śpiewania. Razem zaśpiewali refren.
 
Jeszcze tańczy ogień, trzaska drzewo
a  już wzrok zachodzi mgłą,
tam daleko ( czeka  Sarajewo) - czeka nasz kościółek,
tam  wyznamy Bogu miłość swą.

Alicja wzruszona, z oczami pełnymi łez odwróciła się do Maksa.  On też był bardzo wzruszony, popłynęła mu po policzku samotna łza.
Pocałował ją i kolejny raz wyznał, że ją kocha, że jest dla niego najważniejszą osobą na tej ziemi.
- Niedawno rozmawiałem z Jankiem. Powiedział mi, że uczysz go chemii i rozmawiacie o muzyce. 
  Jest tobą zachwycony, stwierdził, że o muzyce wiesz wszystko. Ja myślałem, że ty kochasz tylko muzykę poważną, ale widzę, że  również każdy inny gatunek a także poezję śpiewaną.
- Skąd znasz tę piosenkę.
- Sarajewo, to piosenka Jaromira Nohavicy z Ostravy. Jego piosenki są poetyckie, ballady pełne zadumy , ale są też inne, rubaszne.
W Czechach jest bardzo znany. Pisze również teksty w języku polskim,  śpiewa w języku czeskim i  polskim.
Wydał sporo płyt. Nawet planetoida nazwana jest od jego nazwiska Nohavica.
Ja znam jego wiele piosenek, nawet kiedyś śpiewałam je sobie   w oryginale.
- Po czesku?
- A co? Ty znasz świetnie francuski, a ja czeski.
Zaśpiewała mu całą piosenkę "Sarajewo" najpierw po czesku, a potem po polsku w oryginalnym tłumaczeniu Nohavicy
- Podoba mi się. To jak po czesku to szło. Zaczął śpiewać

.Ještě hoří oheň a praská dřevo
ale už je čas jít spát

-a jak dalej?
Alicja mu dokończyła.
 
 tamhle za kopcem je Sarajevo
tam budeme se zítra ráno brat

 Ładny ten czeski, podoba mi się.
Piosenkę Sarajewo  najbardziej lubię w wykonaniu Krystyny Świąteckiej z olsztyńskiego zespołu Czerwony Tulipan. Byłam kiedyś na poezji śpiewanej na koncercie "Świat według Nohavicy" w Olsztynie. Uwielbiam to jej wykonanie, a ona sama jest niezwykle oryginalna. Ma  piękne czerwone, kręcone włosy. W  tej piosence jest niesamowita.
- Czym ty mnie jeszcze zaskoczysz?
  Grasz na fortepianie,  jesteś najlepszym chirurgiem, potrafisz negocjować, świetnie tańczysz, masz lekkie pióro i artykuły na temat chirurgii naczyniowej  trzepiesz  jak z rękawa, znasz język czeski, jesteś dobrym pedagogiem, bo młodzież podobno cię uwielbia, znasz polskie zespoły muzyczne.
- Maks, przestań, bo nabawisz się przy mnie kompleksów.
- Już się chyba więcej nie nabawię niż mam. Jestem przy tobie "jednym wielkim kompleksem".
Zaczął ją namiętnie całować. Chciał, aby ten wieczór nigdy się nie skończył.
     Mężczyźni nie lubią mądrych kobiet, czują się przy nich zagrożeni. Choć Sylwia zawsze mówiła, że Maks jest wyluzowany i wie czego chce od życia, od kobiet i praktycznie miał je na pstryknięcie palców, w przypadku Alicji zachowywał się inaczej.
Czasami w myślach udawał bohatera, ale gdy stawał z nią oko w oko, zarówno prywatnie, jak również  na sali operacyjnej czuł do niej coś, czego nie potrafił wyrazić słownie. Nie był to może respekt, ale ogromny szacunek do kobiety, lekarza, koleżanki, swojej dziewczyny.
- Alicja, powiedz mi, skąd znasz język czeski.
- To długa historia. Nie chciałabym zdradzać tajemnicy mojej mamy, a teraz i Leona. Nie wiem, czy ojciec byłby zadowolony.
- Leon będzie moim teściem. Poczekam, może on mi powie.
- On niewiele wie o mnie. Ty przecież wiesz, że  wychowywałam się bez ojca. Odnaleźliśmy się dopiero po 34 latach. Jeszcze wszystkiego mu o sobie nie opowiedziałam.
- A twoja mama kochała Leona?
- Myślę, że kochała tylko jego. Nigdy nie związała się z żadnym innym  mężczyzną.
Dowiedziałam się niedawno od naszej pani dyrektor, która znała moją mamę, że razem  studiowali  z Leonem medycynę na jednym roku. Była najlepszą studentką, bardzo skromną kobietą z niezbyt zamożnej rodziny. Ojciec muzyk, matka kostiumolog w teatrze. Poznała Leona w dniu, kiedy wywiesili listy przyjętych na studia.  Jasińskiego  ojciec był znanym chirurgiem a przez dwie kadencje Ministrem Zdrowia.
- To dlatego ty jesteś taka zdolna. Ojciec lekarz, dziadek lekarz, mama też lekarz.
- Nie, mama zaszła w ciążę gdzieś na  trzecim czy czwartym roku. Zrezygnowała ze studiów, jak ktoś walnął, że chce go złapać na dziecko. Zniknęła.  Podobno koledzy z roku  szukali jej na wszystkich polskich uczelniach medycznych, bezskutecznie.
Wyjechała do babci do Czeskiego Cieszyna. Tam ja się urodziłam. Chodziłam do czeskiej szkoły. Mama była pielęgniarką. Ciężko pracowała, wyjeżdżała za granicę, aby dorobić. Moje dziecięce życie było jak życie dziecka cyrkowca. Trochę chodziłam do szkoły w Cieszynie, trochę w Warszawie . W zależności gdzie aktualnie byłam. Chodziłam  do szkoły muzycznej w Cieszynie i do szkoły muzycznej w Warszawie. Jeździłam na konkursy pianistyczne raz jako uczennica czeska, raz jako  Polka. Do Polski, do Warszawy wróciłam na stałe dopiero jak zaczęłam chodzić do liceum.
- Och moja ty Pepiczko, stąd znasz język czeski.
- Ty mnie zawieziesz do Czech, ja ciebie do Szwajcarii.
Przez Alicje przeleciał zimny dreszcz i aż nią wstrząsnęło.
- Dobrze, odwołuję, zamiast do Szwajcarii, pojedziemy do Włoch, coś ci tam obiecałem.
- Czekam na to" coś" z utęsknieniem.


           xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx



To o tym koncercie mówiła Alicja swojemu narzeczonemu, kiedy siedzieli przy  kominku.

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Pani Krystyno, dla Pani i całego zespołu Czerwony Tulipan wielkie dzięki za ucztę duchową, którą otrzymali słuchacze koncertu "Pieśni o drodze", w dniu  3 lipca  2013 r. w Filharmonii Olsztyńskiej z udziałem orkiestry i trzech chórów: Bel Canto, Pro Forma i Collegium Juvenum.
                                 ( Terruta     - fanka zespołu Czerwony Tulipan i chóru Bel Canto)

7 komentarzy:

  1. Ala i Maks znowu razem <3 Cudownie napisane czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynam ci zazdroscic . Jestes boska z tym opowiadaniem. Mam pytanie czy moge dostac od Ciebie jakis kontakt zeby sie z toba skontaktowac ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczne opowiadanie :D Już się nie mogę doczekać kolejnej części :D PS. Piosenka - świetna :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem romantyczką i zauroczyła mnie ta piosenka. Odsłuchałam innych wykonawców i wykonanie K. Świąteckiej jest cudowne.
    Fajnie, że włączyłaś trochę poezji śpiewanej do swojego opowiadania. Przez to poznałam Jaromira Nohavicę i jego twórczość. Dzięki

    OdpowiedzUsuń