czwartek, 19 września 2013

Siostra oddziałowa cz. 30

Jeszcze przez kolejny tydzień najważniejszym wydarzeniem towarzyskim, które było komentowane w szpitalu Copernicus był ślub Alicji i Maksa. Kto nie był, niech żałuje. Niektórym ten ślub zostanie na długo w pamięci. Zarówno ślub, jak również omdlenie Olgi Rojko.
- Ta Rojko to cholernie naiwna kobieta.  Co ona sobie myślała, że Maks odejdzie od ołtarza i przybiegnie do niej? Że zostawi Alicję i złączy się z nią na zawsze? Wkurza mnie ta baba.
- Sylwia spokojnie, tonowała ją Beata.
- No co za żmija.
  Co spokojnie, co spokojnie. Przyjechała nie wiadomo skąd i   zaczęła mącić. To jej omdlenie to pewnie dobra gra. Przecież jej zachowanie, to niemy krzyk, że to jej Maks się należy, bo z nim była w Somalii.
- Ty potrafisz  tylko gadać, ale jak zemdlała, to pierwsza pobiegłaś jej na ratunek.
- Bo każdy z nas powinien udzielić pierwszej pomocy.
-  A ja stałam i patrzyłam się na to przedstawienie. Prawie wszyscy tam zgromadzeni, to albo lekarze, albo niższy personel medyczny. Nie martw się, nie dali by jej umrzeć.
- Nie wiadomo, po co ją dyrektorka przyjęła do pracy, teraz będzie taki wrzód na tyłku.
Do cafeterii przyszedł Piotr Wanat.
- Jaki wrzód na tyłku, kto ma? Ty Sylwia kiedyś mówiłaś, że wrzody trzeba przecinać, albo wycinać.
- No, ja się już postaram ten wrzód wyciąć z korzeniami.
     W tym czasie Alicja i Maks spędzali swój miesiąc miodowy nad polskim morzem. Wyjazd ten przygotował Maks. Alicja bała się, aby nie był to wyjazd do ciepłych krajów. Nie lubiła  gorących plaż i smażenia się na słońcu wśród snobów.
W wynajętym domu przy plaży odpoczywali. Chodzili na spacery , wyjeżdżali na wycieczki zwiedzać wybrzeże bałtyckie, jeździli na skuterach wodnych, słuchali muzyki, czytali, rozmawiali o przeszłości i przyszłości.
Byli nawet w pobliskiej miejscowości na spotkaniu poetyckim.
Wracając wieczorem do ich nadmorskiego domu, powiedział Alicji, że będąc w Somalii, gdy już opuściła go nadzieja powrotu do Polski, gdy już praktycznie jego godziny życia były policzone napisał na recepcie dla niej wiersz.
- Czytałem go w samolocie, później jeszcze w szpitalu w Warszawie,  teraz nie wiem, gdzie on mi się zapodział. Nigdzie nie mogę go odnaleźć.
To mi go powiedz.
Właśnie, że go nie pamiętam. Próbując wymazać wszystkie złe wspomnienia z Somalii, również z pamięci zresetowałem ten wiersz. Chciałem kiedyś go spisać na nowo, ale nie pamiętam.  Jedynie kilka pierwszych wersów. To jakoś tak szło.
Zamyślił się i próbował usilnie sobie przypomnieć.

Tu gdzie jestem  trwa wojna, bracia z braćmi się biją,
bieda, głód i brak wody, za chwilę mnie zabiją.
Siedzę w odosobnieniu, rękę trzymam na skroni,
chcę krzyczeć byś słyszała, może głos cię dogoni.

Zostawiłem cię samą, jak tchórz, smarkacz  i błazen,
uciekłem  do Afryki, teraz tęsknię i marzę.
Pobyt tu - jeden koszmar.....
Nie, nie pamiętam.

- Mój mąż poeta.
- Acha. Poeta, tylko głowa nie ta.
 Boże, co to był za koszmar, tego się nie da opisać.
Lekarz w Warszawie mówił mi, że powinienem iść do psychologa, bo sam nie dam sobie rady.
- I byłeś?
- Nie.
  Pewnie bym tam trafił, gdybym ciebie nie odzyskał. Moja miłość do ciebie i to, że mi przebaczyłaś jest najlepszą terapią.
Pocałował ją.
- Maks, teraz trzymaj kierownicę, jak dojedziemy do domu, będą całusy i nie tylko.
     Każdego dnia mówili do siebie ciepłe i miłe słowa. Przypominali sobie przysięgę małżeńską.
- Bardzo cię kocham.
- Ja ciebie mocniej.
- Jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi.
- Ty jesteś najprzystojniejszym mężczyzną i mężem.
- Nigdy cię nie opuszczę, aż do śmierci.
- Ja ciebie też.
-Kocham cię ponad wszystko. Jestem i będę zawsze twoim Aniołem stróżem. Jak ten niebiański będzie na urlopie lub wakacjach , albo na spotkaniu z Najwyższym, będę dla ciebie podwójnym Aniołem stróżem. Będę ci robił śniadania, obiady i kolacje. Jak będziesz po pracy zmęczona będę nakazywał ci odpoczynek i spanie. Będę czuwał nad twoimi snami, odganiał te złe a przynosił piękne, spokojne,  anielskie. Kocham cię za to, że ty nauczyłaś mnie kochać.Nie, pozwolę, aby po twoim policzku popłynęła choć jedna gorzka łza, chyba, że będą to łzy szczęścia.
Będę walczył z twoimi wrogami.

- Pięknie to powiedziałeś.
  A ja cię kocham w słońcu i przy blasku świec. Rano, w południe, wieczorem i o świcie kocham cię  też.  Nawet wtedy,  kiedy już nie będę potrafiła wymówić twojego imienia  będę cię kochała.
Będę kochała jutro tak jak kocham  dzisiaj i jak kochałam wczoraj.
Dla ciebie będę wszystkim, żoną, przyjaciółką,  twoim dobrym duchem.
Będę kochała wszędzie, w samochodzie, samolocie, statku, ale nigdy nie pozwolę kupić ci motocykla. W domu, w pracy, na spacerze, sympozjum naukowym, w dzień powszedni i niedziele.
Kocham cię, gdy spisz i pracujesz i wtedy kiedy krzątasz się w kuchni i obiad gotujesz.
W sypialni, łazience, na balkonie, w pokoju lekarskim i gdy operujesz.
Kocham cię i dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Kocham od tego dnia kiedy u Sylwii  mi półkę przybiłeś. A kiedy zaprosiłeś mnie na swoje urodziny pomyślałam, że w przyszłości rodzinę  stworzymy.
Alicja wpatrzona w Maksa kolejny raz powiedziała, że go kocha.
Prawie po każdym zdaniu składał na jej ustach pocałunek.
- Mógłbym wyjść na najwyższy szczyt świata i krzyczeć na cały głos, aby rozniosło się echem z prędkością światła
                                                    ALICJO,  KOCHAM CIĘ.
Mógłbyś, ale samego cię tam nie puszczę. Pójdę  z tobą.

     Gdy Alicja z Maksem nad morzem odpoczywali i umacniali swoją miłość w  Toruniu Sylwia wspomagała jak tylko mogła Daniela. Pożyczyła dla niego inwalidzki wózek akumulatorowy, czego później bardzo żałowała. Daniel nie potrafił kierować tym pojazdem, ciągle na coś najeżdżał, wszyscy uciekali mu z drogi.
- Przecież brak mu koordynacji wzrokowo ruchowej, nic dziwnego, że spowodował wypadek tym swoim jednośladem. Powiedziała Beata do Sylwii.
- Wiesz, chyba przesadziłam z tą opieką nad Danielem. Dlaczego jestem taką dobrą Samarytanką?
Jeszcze na tym wózku może też się porozbijać. Dobrze, że windy są daleko od schodów. Gdyby były bliżej mógłby pomylić  korytarz z klatką schodową.
- Ach my kobiety. Ciągle widzimy w facetach małych chłopców i zawsze lecimy im z pomocą.
- Tylko, że czasami oni tego nie pamiętają.
- Beata, a jak Filip.
- Ciągle mam wyrzuty sumienia, że nie zostałam z nim w tej kawiarni. Był przecież naprawdę miły, tak bardzo prosił, abym została  z nim  i porozmawiała. Musiał być cholernie zdesperowany, że posunął się do czynu samobójczego.
- To dlatego tak siedzisz przy jego łóżku, nawet wówczas, gdy jesteś po dyżurze? Z litości?
- Nie z litości, ale chyba z miłości.
- Z miłości do faceta, którego nie znasz i o nim nic nie wiesz?
- Jak to nie wiem. Wiem dużo. Ma na imię Filip, bo tak mi się przedstawił, wiem jak wygląda fizycznie, jest mocno poturbowany, miał kilka operacji, jest w śpiączce, słucha muzyki, którą mu serwuję, jest cichy i spokojny, nie odpyskowuje, jak do niego mówię, ma dosyć sympatyczną aparycję, ma króciutkie włosy.
- Rzeczywiście, wiesz o nim naprawdę dużo.
- Zastanawiam się, czy jak się wybudzi ze śpiączki, będzie mnie pamiętał?
- Ja też jestem ciekawa. Beata, a ty zauważyłaś, że my teraz nie mamy czasu spotykać się w naszej ulubionej restauracji?
- Kochana nadrobimy to, nadrobimy, jak wyleczymy naszych facetów.
A słuchaj, Alicja dzwoniła do ciebie?
Sylwia się zamyśliła.
- Nie, nie dzwoniła. A do ciebie, do ojca?
- Do ojca zadzwoniła jeden raz i poinformowała go, że uratowali jakąś dziewczynę, która miała na plaży wypadek na kładzie.
- No tak, to cała Alicja. Wyciągnąć coś ciekawego z niej graniczy z cudem.





2 komentarze:

  1. Miłość to jest taka piękna sprawa, deklaracje również. Oby oni nareszcie byli ze sobą szczęśliwi

    OdpowiedzUsuń
  2. Co z tym Filipem? Wybudzi się, czy nie?

    OdpowiedzUsuń